Skąd się wzięło „święto zmarłych”?

Jako dziecko nie musiałem mieć kalendarza, żeby wiedzieć, że zbliża się 1. listopada. W sklepach pojawiały się nieznane rodzaje zniczy, a w mediach zaczynał się przegląd czarno-białych wizerunków znanych i lubianych, którzy odeszli w ubiegłym toku. Nadchodziło „święto zmarłych”.

Wtedy nigdy nie przepadałem za tym czasem, który charakteryzował się mieszanką smutnych rozmów o odchodzeniu i deszczowej, zimnej pogody, która zawsze powodowała, że przemakały mi nawet najlepsze buty.

Potem trochę dorosłem, poczytałem co nieco i zauważyłem, że mimo obchodzonej w Kościele uroczystości Wszystkich Świętych, na każdym kroku spotykam się z nazwą „święta zmarłych”. Postanowiłem zrobić dziennikarskie śledztwo.

„Święto zmarłych” brzmi trochę tak, jakbyśmy upamiętniali ludzi głównie dlatego, że umarli i to była ich jedyna zasługa, koncentrowali się na świętowaniu śmierci. Od razu skojarzyłem, że przełom października i listopada to huczne obchody Halloween, ale coś się tutaj nie zgadzało. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem sformułowanie „święto zmarłych”, była druga połowa lat dziewięćdziesiątych, nikt w Polsce nie słyszał jeszcze o dyniach, zombie i „cukierkach lub psikusach”. To nie jest dobry trop, postanowiłem szukać dalej.

A może słowiańskie Dziady? Przecież każdy w szkole czytał Mickiewicza i pamiętał, że obrzęd, który miał miejsce na cmentarzu, wiązał się z wywoływaniem duchów. Kontaktowano się ze zmarłymi, a śmierć była czymś, co oswajano przez ludowe obrzędy. Trochę mnie zastanawiało i szczerze dziwiło, że wieszcz miał tak wielki wpływ na język, ale kim jestem, by go oceniać i odbierać prawo do kształtowania naszego sposobu myślenia. Dalej jednak coś nie dawało mi spokoju. Kiedy w mediach lub w rozmowach między ludźmi mówiło się o „święcie zmarłych”, to wiązało się to z obchodzoną w Kościele uroczystością „Wszystkich Świętych”. Wychodziło na to, że autorem tego sformułowania jest Kościół, ale to było bez sensu, bo skoro akcentuje tak bardzo zmartwychwstanie ciała, to dlaczego miałby świętować śmierć? Znów czułem, że ten wątek nie jest bardzo prawdopodobny.

Pogrzebałem trochę w dokumentach Kościoła, sprawdziłem katechizm, papieskie encykliki, wszystko, co mogło wiązać się z tajemniczą nocą na przełomie października i listopada. Znalazłem wszystko, tylko nie sformułowanie „święto zmarłych”. Tak jak podejrzewałem, wszędzie akcent położony był na życie wieczne, zmartwychwstanie, przebywanie z Bogiem, nigdzie wzmianki o świętowaniu śmierci.

A jednak, ciągle pamiętałem, jak prezenterka w telewizji mówiła, że: „Kościół obchodzi święto zmarłych”, kojarzyłem, że sprzedawcy w sklepach prześcigali się promocjach zniczy na „święto zmarłych”.

Zdesperowany postanowiłem przypomnieć sobie chwilę, kiedy po raz pierwszy usłyszałem te słowa. Chwilę zajęło mi dojście do przekonania, że to wcale nie musiało być zdanie wypowiedziane przez kogoś, ale przeczytane w książce lub w gazecie. Dreszcz przeszedł mnie po plecach, zacząłem sobie uświadamiać, że faktycznie, to była lektura jakiegoś tekstu, ale zaraz, nie, to nie była książka, tak, pamiętam, to była gazeta, nie, nie zwykła, ale pismo, które przeglądałem razem z dziadkiem w czasie porządkowania archiwum.

I nagle, jak grom z jasnego nieba, spadło na mnie przekonanie, że już wszystko rozumiem, tak, wyjaśniłem skąd „święto zmarłych” wzięło się w mojej głowie, a przedtem w języku.

Owa gazeta nie była niczym innym, jak dziennikiem pochodzącym z lat osiemdziesiątych. Przed 1. listopada pisano w niej o „święcie zmarłych”. Jak zrozumiałem, nie był to jednak przypadek, ale celowo użyte sformułowanie.

Widocznie panowało wówczas przekonanie, że ten początek listopada jest jakiś taki za bardzo katolicki i trzeba zastąpić go bardziej zeświecczoną wersją. Ówczesna władza wpadła zatem na pomysł, że zamiast „wszystkich świętych” będziemy lansować sformułowanie „święto zmarłych”. I tak zostało.

Sformułowanie to jednak nie jest zbyt fortunne. Kościół Katolicki 1. listopada upamiętnia wszystkich świętych i błogosławionych, natomiast dzień później, w Dzień Zaduszny, przypomina sobie o tych wszystkich, którzy nie są kanonizowani, ale wierzymy, że i tak cieszą się przebywaniem z Bogiem.

„Święto zmarłych” koncentruje się na odchodzeniu i śmierci, „Wszystkich Świętych” na radości z bycia w Niebie i ze zmartwychwstania ciała. Kościołowi nie chodzi o umieranie, ale o wieczne życie, nie zatrzymuje się na momencie śmierci, ale idzie krok dalej, w kierunku żyjącego Boga.

Nie czuję się kompetentny do krytykowania tych, którzy będą nadal używać „święta zmarłych” i czcić w ten sposób swoich bliskich zmarłych, ale może zbliżające się dni to dobry czas na to, żeby smutnym listopadowym dniom nadać inny, bo radosny, charakter świętowania życia.

*  *  *

Michał Lewandowski – redaktor i dziennikarz DEON.pl, publicysta, teolog, fotograf. Prowadzi autorskiego bloga „teolog na manowcach”Tekst pierwotnie ukazał się >>TUTAJ<<

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *